KOSMETYKI - niedziela, 16 stycznia 2022

Recenzja kosmetyków marki Rituals

Niejednokrotnie obiecywałam już sobie, że pozostanę obojętna na wszelkie sugestie i polecenia, a tym samym nie dam się namówić na kupno produktów, których tak naprawdę przecież nie potrzebuję. Oczywiście jak nie trudno jest się domyślić założenia to jedno a realia drugie. Tak było właśnie w tym przypadku. Do niedawna mogłam przejść obojętnie obok kosmetyków marki Rituals, ostatnio jednak postanowiłam je wypróbować i dowiedzieć się, o co tyle hałasu. Jeśli mnie pamięć nie myli natknęłam się na nie na kanale jednej z influencerek i pomyślałam sobie - dlaczego by nie?

Początkowo zastanawiałam się, na co powinnam się zdecydować, bo jak wiecie lub nie oferta jest bardzo bogata. Ostatecznie wybrałam olejek pod prysznic oraz perfumy w wersji podróżnej a piankę pod prysznic w żelu otrzymałam jako prezent powitalny. Pomyślałam, że kupno kosmetyków tej marki będzie pierwszym krokiem w kierunku domowego spa, które pozwoli mi odnaleźć szczęście w codziennych przyjemnościach. Odkąd bowiem po raz pierwszy na nie trafiłam były one dla mnie synonimem luksusu i swego rodzaju kosmetykami marki premium. Teraz mogę Wam powiedzieć jedno. Nie pomyliłam się, co do nich. Nie powstydziłby się ich z pewnością niejeden gabinet spa.

WODA PEFUMOWANA BLEU BYZANTIN DLA MĘŻCZYZN 

A tymczasem pozwólcie, że opowiem Wam nieco więcej o kosmetykach, na które się zdecydowałam. Jako pierwsze w moim koszyku wylądowała woda perfumowana Bleu  Byzantin w wersji mini, dla mężczyzn. W dobie pandemii odeszłam od zakupów stacjonarnych na poczet zakupów online. Dotyczy to również perfum. Wiąże się więc to z ryzykiem nietrafienia z zapachem, dlatego wybór mini wersji, nie był przypadkowym działaniem z mojej strony. Wszystko sobie dokładnie przemyślałam i znalazłam przynajmniej dwa powody, dla których wybrałam taki niepozorny, podróżny wariant. Pierwszym było to, że od jakiegoś czasu stałam się niezwykle wymagająca w kwestii wyboru perfum, także tych, męskich kupowanych na prezent, przez co znaczna ilość nut zapachowych, zupełnie do mnie nie trafia. A chyba każda kobieta chce by mężczyzna pachniał czymś, co jej nie drażni. Nie bez znaczenia była tu też cena. Szkoda przepłacać za coś, co miałoby się nie sprawdzić i ostatecznie wylądować w koszu. Cieszę się więc, że marka wyszła na przeciw oczekiwaniom takich klientów jak ja, w których gusta trudno trafić, nie mają dostępu do stacjonarnego sklepu, gdzie można byłoby poznać produkty bliżej, więc zmuszeni są sięgania po nie w ciemno. 

W przypadku wyboru perfum miałam największy dylemat. Obawiałam się trochę, że nie trafią w mój gust, ale kupno zaledwie kilkunastu mililitrów nie wydawał się być aż tak wielkim ryzykiem i nie było by mi żal ich wyrzucić, gdyby jednak mi się nie spodobały. Jeśli zajrzycie na stronę marki przekonacie się, że aż roi się tam od takich niepozornych buteleczek, wypełnionych najlepiej sprzedających się produktów, które można zabrać ze sobą w podróż lub je wypróbować, jak zrobiłam to ja. 

Ostatnio uwielbiam kosmetyki, pachnące morzem. Nieprzypadkowo więc zdecydowałam się na Bleu Byzantin, podróżną wersję wody perfumowanej, o pojemności 15 ml. Na początku zaintrygował mnie przepiękny, turkusowy flakon. Dopiero później zaczęłam szukać informacji o tym zapachu i tak dowiedziałam się, że pachnie mieszanką nadwodnej mięty, aromatem owoców jałowca i drewnem sosnowym. Pierwsza ze wspomnianych przez mnie roślin występuje w płytkich strumykach i rzekach, na mokrych łąkach i bagnach oraz bezpośrednio w wodzie, wznosząc się ponad jej powierzchnią. Olejek jałowcowy pozyskiwany z owoców jałowca pachnie żywicznie, z lekką nutą owocowo - balsamiczną. Zapach drewna sosnowego chyba każda z nas potrafi sobie wyobrazić. Połączenie tych nut zapachowych sprawia, że jest to dokładnie to, czego szukałam. Aż trudno uwierzyć, by zapach kupiony niemal w ciemno  może tak mi się spodobać Jak na męski zapach przystało jest on ciężki i wyrazisty, ale naprawdę piękny. A co najważniejsze - pozostanie na skórze Waszego mężczyzny przez wiele godzin. Jeśli więc szukacie prezentu dla Waszych Panów, gorąco Wam go polecam. Wersja mini o poj. 15 ml to koszt 65 zł natomiast 60 ml kupicie za 185 zł. 

OLEJEK POD PRYSZNIC THE RITUAL OF AYURVEDA

Drugim produktem, na który się zdecydowałam jest olejek THE RITUAL OF AYURVEDA. Jest to wersja pełnowymiarowa o pojemności 200 ml, w ekskluzywnie wyglądającym opakowaniu z wygodną w użyciu pompką. O samym zapachu w pierwszej chwili mogę powiedzieć niewiele. Określiłabym go mianem wyrazistego, takiego którego nie powstydziłby się niejeden gabinet spa. Szukając wiedzy o nim, dotarłam do informacji, że znajdziecie w nim aromat róży indyjskiej, uważany za symbol czystości i miłości. Charakteryzuje go słodki i delikatny aromat, który dzięki właściwościom kojącym ma za zadanie wprowadzić w dobry nastrój i dobroczynnie podziałać na skórę. Kolejnym nie mniej ważnym składnikiem tego kosmetyku jest słodki olejek migdałowy, jakże popularny w kosmetyce. 

Jest on aromatyczny, łagodny, bogaty w białka i witaminy. Przypisuje mu się właściwości kojące i odżywcze, tym samym reguluje nawilżenie skóry, stanowiąc idealną bazę, dla takich kosmetyków jak wspomniany już olejek. Jak na tego typu produkt przystało, formuła jest płynna i oleista. W połączeniu z odrobiną wody zmienia się w delikatną dla skóry pianę. Był czas, że bardzo ostrożnie podchodziłam do tego typu produktów. Brakowało mi uczucia oczyszczenia skóry a zamiast tego otrzymywałam tłustą powłokę, trudną do zaakceptowania. 

Mało tego, cały aromat używanych przeze mnie wówczas olejków, gdzieś znikał. Doszłam więc do wniosku, że po co przepłacać za coś, co pachnie podczas prysznicu a potem nawet przez chwilę nie utrzymuje się na skórze. W przypadku tego produktu jest inaczej. Jest on wyrazisty i wyczuwalny po kąpieli. Trudno mi mówić tu o jakimś efekcie wow. Określiłabym raczej mój zachwyt mianem umiarkowanego. Może dlatego, że nie jest to jeden z tych kosmetyków, bez których nie można było by się obejść. Nie mniej jednak miła odmiana w codziennej pielęgnacji. Czas pokaże czy zapałamy do siebie głębszym uczuciem czy pozostaniemy na poziomie sympatii. Zainteresowanym, które chciałyby go wypróbować powiem, że koszt zakupu pełnowymiarowego produktu to obecnie 39 zł.

PIANKA POD PRYSZNIC W ŻELU SERENDIPITY - EDYCJA LIMITOWANA

Na sam koniec zostawiłam sobie prezent powitalny w w postaci pianki pod prysznic w żelu SERENDIPITY. Otrzymałam opakowanie o pojemności 50 ml i przyznam Wam, że to mój zdecydowany faworyt jeśli chodzi o produkty do mycia ciała. Może dlatego tak trudno olejkowi, wywołać u mnie zachwyt, bo zawładnął mną zapach tejże oto pianki. Trudno mi tu wyodrębnić poszczególne nuty zapachowe i nigdy bym nie odgadła że pachnie kwiatowym bukietem, pudrem i ambrą. Dodatkowo wzbogacono ją eliksirem składającym się aż z dziesięciu olejków, pochodzących ze świeżych drzew, dzięki którym skóra jest czysta i miękka w dotyku. Prawdziwym zaskoczeniem dla niektórych może być formuła tego produktu. Ja o ile mnie pamięć nie myli spotykam się z nią po raz pierwszy. Dotąd wszystkie używane przeze mnie pianki miały właśnie taką piankową postać, którą otrzymywało się po wstrząśnięciu. Tu mamy zupełnie inaczej. Z atomizera wydobywa się żel, który po kontakcie z wodą zmienia się w niesamowicie lekką i przyjemną piankę.  Po kontakcie z nią skóra robi wrażenie czystej, miękkiej i przyjemnej w dotyku. Roztacza przy tym tak piękny zapach, że jest to nie tylko kąpiel dla ciała ale również dla zmysłów. Powoli więc już teraz szykuję się do kupna kolejnego opakowania. 

A Wy znacie kosmetyki marki Rituals? Jak się sprawdzają u Was? Macie wśród nich faworyta, którego możecie polecić z pełnym przekonaniem? Jakie perfumy dla kobiet polecacie?  Podzielcie się w komentarzu.

Dziękuję za wszystkie pozostawione na moim blogu komentarze :)