KOSMETYKI - środa, 11 sierpnia 2021

Moje kosmetyczne nowości - Płyn micelarny + tonik (Eveline Cosmetics) i żel - olejek do demakijażu (Tołpa)

Od momentu publikacji poprzedniego posta minęło już trochę czasu. Tę moją nieobecność tutaj zwalałam na karb braku czasu. Tymczasem podyktowane było to raczej niewłaściwą organizacją pracy, bo patrząc na mój plan dnia, cenne minuty przeciekały mi przez palce. Pomyślałam więc, że pora zapanować nad wszechogarniającym haosem, wziąć się w garść i usystematyzować treści, które od dawna kłębią się w mojej głowie, czekając aż wreszcie ujrzą światło dzienne. Dzisiaj za cel postawiłam sobie, by pokazać Wam dwa nowe produkty z mojej kosmetyczki. Jak pewnie niektóre z Was słusznie zauważą, nie jest to regularny proceder, w postaci systematycznie pojawiających się treści. O kosmetykach piszę tylko wówczas gdy sięgam po coś nowego, czego wcześniej nie stosowałam. Nie ma sensu bym zanudzała Was ciągle tymi samymi produktami. 


Dziś mam dla Was dwie nowości, które są według mnie na tyle interesujące, że warto tu o nich wspomnieć. Pierwszym kosmetykiem jest płyn micelarny + tonik z serii rich coconut, pochodzący od marki Eveline Cosmetics. To produkt przeznaczony do demakijażu twarzy, oczu i ust, który sprawdzi się w przypadku pielęgnacji każdego rodzaju skóry, w tym również wrażliwej. Natknęłam się na niego przypadkiem, na vlogu jednej z lubianych przeze mnie youtuberek. Po tym, jak przyrównała jego zapach do mleczka kokosowego, nie mogłam przestać myśleć o jego kupnie. Oczywiście dałam sobie czas, by przeanalizować wszystkie za i przeciw, nie narażając się na zbędny wydatek i generowanie mnóstwa niepotrzebnych produktów. Ostatecznie zwyciężyła chęć wypróbowania tego kosmetyku i tak weszłam w jego posiadanie, a dziś mogę opowiedzieć Wam o nim nieco więcej. Zanim jednak  przejdę do tego,  jak się u mnie sprawdza, nie mogę nie poświęcić choć chwili opakowaniu. Jak pewnie wiecie kupujemy oczami, więc to w czym dany produkt otrzymujemy ma ogromne znaczenie. Ja dużą wagę przywiązuję do wyglądu opakowania. Zanim sięgnę po zawartość bardzo wnikliwie oglądam kartonik, butelkę czy słoiczek. Dopiero później skupiam się na innych aspektach.

Pierwszym na co zwracam uwagę, zaraz po estetyce opakowania, sięgając po nowy kosmetyk jest jego zapach. W przypadku płynu micelarnego od Eveline, zarówno opakowanie jak i zapach przypadły mi do gustu. Buteleczka choć przezroczysta posiada uroczą etykietę, przedstawiającą owoc kokosa. Jeśli chodzi o kosmetyki, pachnące kokosem to przyznam, że nie zawsze były one w moim stylu. Niektóre pachniały nad podziw słodko i wywoływały mdłości. Ten produkt jest ich zupełnym przeciwieństwem.  Pachnie kokosem, ale jest to zapach w punkt. Powiedziałabym nawet, że w moim przypadku działa on uzależniająco. 


Wg informacji zawartych na etykiecie swój zapach zawdzięcza wodzie kokosowej. Nie jest ona jednak jedynym aktywnym składnikiem, jaki możecie w nim znaleźć. Prócz wspomnianej wody kokosowej mamy tu jeszcze wodę ryżową, figę, białą herbatę, malinę z upcyklingu (czyli z materiałów odpadowych ) oraz probiotyki.  Nieprzypadkowo więc kosmetyk opatrzony został szeregiem informacji, dotyczących tego że jest naturalny w 96%, przez co przyjazny dla vegan. 

Zastanawiacie się pewnie, jak sobie radzi. Otóż, jak dla mnie wypada naprawdę dobrze. Skutecznie usuwa zanieczyszczenia i makijaż. Jest dla mnie świetną alternatywą, jeśli nie chcę używać kosmetyków olejowych. Bez problemu usuwa nawet wodoodporny makijaż. Po jego użyciu skóra jest przyjemnie odświeżona, oczyszczona i nawilżona. Przywraca jej naturalne pH, nie powodując uczucia ściągnięcia a przy tym tak obłędnie pachnie. Nic dziwnego, że chce sie go więcej i więcej. Nawet nie specjalnie go oszczędzając, zużycie jest niewielkie a butelka mieści aż 500 ml. Jeszcze zatem potrwa zanim go zużyje. Na szczęście produkt przypadł mi do gustu i cieszy mnie, że nie będę musiała się z nim szybko rozstawać. Jeśli więc szukacie czegoś co łączy w sobie działanie płynu micelarnego i toniku, skutecznie poradzi sobie nawet z wodoodpornym makijażem a przy tym jest dość tanie i obłędnie pachnie to polecam Wam właśnie ten produkt. Jestem pewna, że polubicie go podobnie jak ja. 


A tymczasem pokażę  Wam jeszcze jeden produkt, który nie tak dawno znalazł się w mojej kosmetyczce. Mowa tu o żelu - olejku do demakijażu tołpa pure trends, o przepięknym orientalnym zapachu. Jeszcze do niedawna sama marka znana była mi tylko ze słyszenia a o tym produkcie nie miałam zupełnie pojęcia. Poleciła mi go pewna osoba i postanowiłam dać mu szansę. Wybrałam się do drogerii Hehe, gdzie ponoć można było go kupić ale szybko ostudzono tam mój entuzjazm. Okazało się, że nie tylko go tam nie ma, ale nawet nie słyszano o jego istnieniu. Za wszelką cenę natomiast próbowano mi wcisnąć jakiś inny produkt, rzekomo o tym samym działaniu. W rezultacie wyszłam z niczym. Nie pozostawało mi więc nic innego, jak zamówić go przez Internet. O ile dobrze pamiętam na stronie producenta zapłaciłam za niego ok. 19 zł. Teraz jego cena to ok. 13 zł zarówno tam gdzie ja go kupiłam jak i w drogerii Rossmann.


Jeśli więc chciałybyście wypróbować to jest ku temu dobra pora. Za tę kwotę macie 200 ml produktu, który jest naprawdę wydajny. Stosując go od dobrego miesiąca zużyłam zaledwie 1/3. Tym z Was które świadomie wybierają naturalne kosmetyki i je sobie bardzo cenią powiem, że jest to właśnie jeden z takich produktów. W 97 % składa się ze składników pochodzenia naturalnego. Jest też w 100 % przyjazny dla wegan, ze wzgledu na brak skladników pochodzenia zwierzęcego. Nawet butelka i etykieta są w tym przypadku eko, ponieważ wykorzystano plastik z recyklingu i etanol z trzciny cukrowej. Jak wspominałam na wstępie kosmetyk ma przepiękny zapach, określany mianem orientalnego, co jak sądzę zawdzięcza zawartemu w składzie lotosowi. Dodatkowo znajdziecie roślinę o egzotycznej nazwie Centella Asiatica (wąkrota azjatycka), która jest niezwykle popularna w rejonach Chin i Indii, że względu na jej właściwości nawilżające,  antyoksydacyjne i wzmacniające. Mówiąc prościej przyczynia się do produkcji kolagenu i elastyny, ma działanie nawilżające i spłyca zmarszczki. Tym samym kosmetyk nadaje się do skóry wrażliwej,  suchej, normalnej, odwodnionej i z przebarwieniami.

Za ogromną zaletę tego produktu, uważam sposób jego aplikacji. Nie wymaga on użycia wacików kosmetycznych, przez co ogranicza się ilość produkowanych odpadów. Wystarczy nanieść żel na suchą skórę twarzy, okolice oczu, ust i szyi, wmasować kolistymi ruchami a następnie obficie spłukać wodą. Skutecznie rozpuszcza i usuwa nawet wodoodporny makijaż. Oczyszcza skórę z nadmiaru sebum, potu, kurzu i innych zanieczyszczeń. Koi, nawilża i przywraca uczucie komfortu. Niewątpliwie to jeden z moich faworytów w kategorii kosmetyków tego typu. Szybko się do niego przekonałam i myślę,  że nie prędko zamienię go na coś innego. No chyba, że na inny wariant zapachowy. A Wy znacie produkty, które dziś Wam pokazałam? Co o nich sądzicie? Sprawdziły się u Was czy wręcz przeciwnie?  Podzielcie się swoimi spostrzeżeniami w komentarzu.   

Dziękuję za wszystkie pozostawione na moim blogu komentarze :)