KOSMETYKI - niedziela, 4 lipca 2021

Kosmetyki Fluff. Nowość w mojej kosmetyczce.

Nie pamiętam już ile razy obiecywałam sobie, że przystopuję z zakupami a tym samym uda mi się odłożyć trochę pieniędzy. Niestety media społecznościowe zupełnie mi tego nie ułatwiają. Zawsze znajdzie się coś, co przyciągnie moją uwagę i zapragnę to mieć. Oczywiście staram się racjonalnie podchodzić do zakupów i wszystko dokładnie przemyśleć, zanim kolejne kosmetyki wylądują w  wirtualnym koszyku. Czasem jednak mój zdrowy rozsądek przegrywa z chęcią przetestowania coraz to nowych produktów. Ostatnio w mediach społecznościowych natknęłam się na kosmetyki Fluff, które przyznam, gdzieś już widziałam ale nie zwróciły wówczas mojej uwagi. Tym razem promocja okazała się na tyle skuteczna, że nie potrafiłam się oprzeć. Na recenzje poszczególnych produktów będziecie musiały co prawda jeszcze poczekać, ale pomyślałam że skoro paczuszka z kosmetykami jest już u mnie to pokażę Wam jej zawartość. 

Latem staram się ograniczać ekspozycję ciała na działanie promieni słonecznych, próbując uzyskać zadowalający efekt przy użyciu produktów samoopalających. Wiem jednak, że aby rezultat był bez zastrzeżeń, trzeba koniecznie zadbać o właściwe przygotowanie skóry. Niezbędne jest tu użycie peelingu do ciała oraz kosmetyku nawilżającego. Nieprzypadkowo więc w moim wirtualnym koszyku jako pierwsze wylądowały właśnie te dwa produkty. Wybierając kosmetyk o działaniu peelingującym, nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności i zdecydowałam się na ten o zapachu karmelu, którym staram się otaczać ze wszystkich stron. W tym przypadku aromat nie jest dominujący. To mieszanka wyrazistego zapachu kawy i słodkiego karmelu. Dla mnie to połączenie idealne. Pierwszą aplikację kosmetyku mam już za sobą i nie poprzestałam na jednej stąd mogę Wam powiedzieć, że zdążyłam polubić te przenikające się nuty zapachowe, jakże różne od siebie. Dzięki temu peelingowi nawet we wnętrzu własnej łazienki, mogę choć przez chwilę poczuć się jak w ekskluzywnym spa. Przy okazji tego produktu nie mogę nie wspomnieć o jednym ważnym szczególe, jakim jest opakowanie. Ze względu na jego delikatne, pastelowe kolory, przywodzi na myśl takie cukierkowe klimaty. 

Wybierając kosmetyk o działaniu nawilżającym, podobnie jak miało to miejsce w przypadku peelingu tu również kierowałam się swoimi upodobaniami kulinarnymi i zdecydowałam się na bardzo apetyczny produkt o zapachu mlecznej czekolady. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam takie smakowite aromaty. Zastanawiałam się czy faktycznie będzie tak pachniał, ale teraz z pełnym przekonaniem mogę Wam powiedzieć, że tak. Mnie ten zapach przywodzi na myśl czekoladę. Posiada przy tym bardzo przyjemną, lekką konsystencję. Szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustego filmu. Po zaledwie kilkukrotnym użyciu trudno mi tu jednoznacznie odnieść się do jego właściwości nawilżających, ale zapowiada się obiecująco. 

Po tym jak opowiedziałam Wam tu o produktach do pielęgnacji ciała, przyszła pora na kosmetyki, które wybrałam do twarzy. Pierwszym z nich jest odżywczo - regenerujące mleko do twarzy o zapachu maliny. Ma ono sprzyjać regeneracji i odżywiać, przynosząc ukojenie dla cery zniszczonej i pozbawionej blasku. Kosmetyk znajduje się w szklanej, przezroczystej buteleczce, wyposażonej w pipetę, ułatwiającą dozowanie. Jako, że buteleczka wykonana została z przezroczystego szkła, dokładnie widać zawartość. Gołym okiem widać, że kosmetyk ma delikatny, różowy kolor. Po otwarciu buteleczki daje się zauważyć jego konsystencję, której może nie określiła bym mianem zbliżonej do mleka, bardziej do śmietanki. Nie mniej nie można temu kosmetykowi odmówić tego, że formułę faktycznie ma przyjemną. Za dodatkowy atut należy też uznać jego zapach, który jest bardzo przyjemny - słodki i niesamowicie owocowy. 

A skoro o owocowych zapachach mowa to koniecznie muszę Wam powiedzieć o jeszcze jednym produkcie, którym jestem zachwycona. Mam tu na myśli balsam do demakijażu, chyba jeden z najbardziej znanych kosmetyków marki. Spośród wszystkich dostępnych w ofercie produktów to właśnie o nim słyszałam najwięcej dobrego. Oczywiście początkowo dość sceptycznie do niego podchodziłam i pewnie dlatego, tak długo zwlekałam z zakupem. Teraz, kiedy stosuję go na co dzień, muszę przyznać, że wszystkie te zachwyty pod jego adresem były jak najbardziej uzasadnione. Producent tu według mnie zrobił kawał dobrej roboty. Wszystko dopracowane w najmniejszym szczególe, począwszy od designu opakowania aż po samo działanie. Kosmetyk ma przepiękny zapach i przyjemną konsystencję, takiego jakby musu, który podczas aplikacji zmienia strukturę na bardziej oleistą. Skutecznie radzi sobie z każdym, wykonanym makijażem a przy tym łatwo go usunąć, nie będąc zmuszonym do znoszenia tłustego filmu na skórze. Zamiast tego jest ona świeża, skutecznie oczyszczona i przyjemna w dotyku. Wystarczy przemyć płynem micelarnym i gotowe. Skóra jest przygotowana do przyjęcia kolejnych kosmetyków.  

A skoro o aplikacji kolejnych kosmetyków mowa to zaopatrzyłam się w dwa kremy do pielęgnacji skóry twarzy. Pierwszy z nich przeznaczony jest do stosowania na dzień a drugi na noc. Rano sięgam po energetyzujący krem na dzień dobry Morning Cappucino z ekstraktem z kombuchy, który pachnie kawą. Już chwilę po aplikacji czuję roztaczany przez niego aromat i wstępujące we mnie nowe siły witalne. To dla mnie taki dobry początek przed poranną kawą. Krem ma nie tylko miły zapach ale też przyjemną konsystencję. Przynosi ulgę szarej, zmęczonej i pozbawionej blasku skórze. Niemal natychmiast po aplikacji zyskuje ona zdrowszy wygląd. Sprawia wrażenie nieskazitelnie gładkiej, jędrnej i pełnej blasku. 

Wieczorem natomiast sięgam po regenerujący krem na dobranoc z pyłem księżycowym. Przyznam, że brzmi to trochę niesamowicie i bajkowo. Po raz pierwszy bowiem spotykam się z kosmetykiem, który w swoim składzie zawierałby księżycowy pył. Producent pisze o nim, że powstał z myślą o wszystkich tych z nas, które potrzebują wyciszenia i porządnej dawki nawilżenia. A ten niezwykły składnik w postaci księżycowego pyłu ma za zadanie rozświetlić skórę, nadać jej jednolitego kolorytu, odmłodzić ją i wygładzić, maskując oznaki zmęczenia. Dodatkowo w składzie znajduje się Synchrolife, który otula, wycisza i chroni przed niebieskim światłem emitowanym przez telefony. W dzisiejszych czasach wydaje się on być nieocenionym wsparciem w pielęgnacji skóry. 

A Wy znacie kosmetyki Fluff? Jak się sprawdzają u Was? Macie wśród nich swoich ulubieńców? Co szczególnie przypadło Wam do gustu? 

  1. Kilka produktów tej marki ciekawi mnie od dłuższego czasu, ale na razie zużywam zapasy, więc na żaden się nie skusiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam jogurt od Fluff, całkiem przyjemny :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie pozostawione na moim blogu komentarze :)