LIFESTYLE - sobota, 7 grudnia 2019

Detoks sokowy SPORTFOOD

Przez swoje dorosłe życie eksperymentowałam z odżywianiem, na wszelkie możliwe sposoby. O  błędach żywieniowych i stosowanych dietach mogłabym więc mówić godzinami. Niewłaściwe odżywianie sprawiło, że utknęłam w miejscu, z którego nie widziałam dalszej drogi, podczas gdy moje samopoczucie z dnia na dzień się pogarszało.



Każdego ranka budziłam się zmęczona, choć spałam kilka a czasem nawet kilkanaście godzin. Czułam się ociężała i senna a zanim się zorientowałam dostrzegłam kilka nadprogramowych kilogramów, co odbiło się na wyglądzie mojego ciała. Nie pozostało to obojętne również dla skóry twarzy, która stała się poszarzała i pozbawiona swojego naturalnego blasku. Choć wydawało mi się, że na tym koniec złych wiadomości to czekało mnie coś jeszcze. Moje dotąd cienkie i delikatne włosy zaczęły wypadać, przez co było ich jeszcze mniej. Wcale nie lepiej było z paznokciami. Po tym, jak z wielkim trudem doprowadziłam je do jako takiej kondycji, teraz znów stały się cienkie i łamliwe.

Z niepokojem przyglądałam się temu zjawisku, zastanawiając się nad tym, co się ze mną dzieje i jak powinnam w tej sytuacji postąpić. Propozycja przetestowania detoksu sokowego, spadła mi jak z nieba. Nie zastanawiałam się zatem ani chwili.


Detoks sokowy bowiem to kuracja, której zasady są mi już dobrze znane i wiem, czego mogę się spodziewać. Tym z Was, które spotykają się z nim po raz pierwszy powiem, że ma on za zadanie oczyszczać organizm z toksyn, dostarczać potrzebnych składników odżywczych oraz wspomagać pracę naszych narządów.

Jak sama nazwa wskazuje opiera się on na spożywaniu, świeżo wyciskanych, niepasteryzowanych soków owocowych, warzywnych lub owocowo - warzywnych. Zostały one skomponowane tak, by dostarczać potrzebnych substancji a zarazem oczyszczać organizm z toksyn.

Detoks sokowy w zależności od potrzeb dostępny jest w wersji 1, 3 oraz 7 dniowej.  Przy czym powinnyście wiedzieć, że wartość energetyczna jednodniowego pakietu wynosi 1400 kcal, toteż na początek warto sięgnąć po najkrótszy z nich i przekonać się jak działa. Musicie bowiem zdawać sobie sprawę, że taki detoks sokowy to tylko pozornie prosta sprawa. O tym dlaczego tak uważam, przekonacie się już za chwilę.


Podczas detoksu sokowego organizm otrzymuje znacznie mniej kalorii, niż miało to miejsce dotychczas, przechodzi wówczas w inny tryb i dopiero wtedy zaczyna się oczyszczać. By jednak przyniósł on wymierne efekty już dwa dni wcześniej należy się do niego odpowiednio przygotować, pobudzając metabolizm poprzez picie rano szklanki wody z cytryną i imbirem, rezygnację z używek, eliminację z diety nabiału i miesa, stosowanie lekkostrawnej diety, nawadnianie organizmu oraz jego regenerację podczas snu.

W skład detoksu 1 dniowego, który miałam  okazję testować wchodzi 5 soków o pojemności 500 ml każdy, instrukcja spożycia oraz wkłady mrożące wielokrotnego użytku. Wszystko to otrzymuje się w steropianowym pudełku, przypominającym turystyczną lodówkę. 

Rozpoczynając detoks sokowy niezwykle ważne jest to, by zapoznać się z zasadami obowiązującymi podczas jego trwania. Priorytetem jest tu spożywanie otrzymanych soków w odpowiedniej kolejności. Nie może tu być mowy o przypadu, dlatego poprzez cały dzień trwania detoksu, pod ręką miałam instrukcję, by móc sprawdzić po który sok powinnam sięgnąć i czy nadeszła już pora.


Myli się jednak ten, kto sądzi że  na tym kończą się zasady, jakie należy wprowadzić w życie przy tej okazji. Tak jak mialo to miejsce podczas przygotowań do detoksu, tak i teraz trzeba nawadniać organizm, dostarczając mu minimum 2 litrów wody. Nie wskazane są forsowne zajęcia i żucie gumy, które wzmaga wydzielanie soków  żołądkowych i uczucie głodu. Trzeba liczyć się z tym, że ograniczenie kalorycznosci, poprzez zamianę potraw na soki, może wywołać chęć podjadania więc jeśli pokusa okaże się nie możliwa do zwalczenia, wówczas najlepszym rozwiązaniem będzie sięgnięcie po warzywo lub owoc. Można również pić kawę. Ważne by była ona bez dodatku cukru i mleka.

Detoks sokowy rozpoczyna się jak dla mnie dość wcześnie,  bo pomiędzy godziną 7.30 a 8.30. Przy moim nieregularnym trybie życia, tak wczesna pobudka była osiągnięciem na miarę wspinaczki na Mount Everest, ale czego się nie robi byle by rozpocząć detoks zgodnie z planem.


Pierwszy sok nosił nazwę "szczupła talia". Znalazłam w nim wiśnie, truskawki, jabłko, agrest oraz czarną i czerwoną porzeczkę. Miał intensywny, bordowy kolor i konsystencję soku, z wyczuwalnymi kawałkami owoców. Dobór takiej kompozycji smaków, sprawił że sok idealnie balansował na granicy kwaśnosci i słodyczy. Picie go zatem było prawdziwą przyjemnością. Sok okazał się równie smaczny jak sycący. Z trudem, ale zdołałam go wypić. Uczucie sytości utrzymało się długo, niemal do momentu otwarcia kolejnej butelki.

Pomiędzy godziną 10.30 a 11.30 przyszła pora na kolejny sok o nazwie "eliksir miłości". Ten w swoim składzie zawierał truskawki, jeżyny, jabłko, kokos i czarny sezam. W przeciwieństwie do poprzedniego miał kolor truskawek ze śmietaną i konsystencję smoothie. Choć nie sądziłam że to możliwe okazał się on jeszcze smaczniejszy od poprzedniego. Dla mnie prawdziwy majstersztyk.  Łączył w sobie wszystko to co lubię a więc fenomenalny smak, tę naturalną słodycz i wisienkę na tocie w formie nasion czarnego sezamu. Nie tylko więc zachwycił moje kubki smakowe, ale też pogłębił uczucie sytosci i pomógł dotrwać do obiadu.


Obiad planowany był pomiędzy godziną 13.30 a 14.30. Wówczas czekał na mnie sok o nazwie "piekna skóra". Miał on przepiękny,  energetyzujący żółty kolor i konsystencję smoothie. Zawierał pomarańczę, miętę, gruszkę, jabłko oraz siemię lniane. Smakował wyśmienicie, choć diametralnie różnił się od poprzedniego. Był pyszny, sycący i bardzo orzeźwiający. Choć moje kubki smakowe pracowały na najwyższych obrotach, delektujac się jego smakiem a żołądek był pełny to właśnie w porze obiadu nadszedł kryzys. Niby nie byłam głodna ale moje myśli krążyły wokół jakiegokolwiek jedzenia w formie stałej, brakowało mi odruchu przeżuwania. Wspomagałam się wówczas pijąc raz po raz wodę i jakoś udało mi się zwalczyć pokusę, choć był to niesamowity wyczyn. Wydawało mi się nawet przez chwilę, że nie zdołam wytrwać do pory spożycia kolejnego soku, która przecież była tak odległa. Na szczęście konieczność wykonania obowiązków domowych, odwróciła moją uwagę od jedzenia i zanim się spostrzeglam, nadeszła.


Nosił on nazwę "święty spokój", co ja odebrałam jako taki prolog, do wyciszenia się i przygotowania do odpoczynku. Zawierał truskawki, banana oraz jabłko. Miał konsystencję soku i przyjemny dla oka kolor, który z pewnością zawdzięczał truskawkom. Jak każdy z poprzednich soków ten również mi smakował. Był słodki i mogę powiedzieć, że jak na tę porę sycący.


Na sam koniec a więc pomiędzy godziną 20.00 a 20.30 wypiłam ostatni z soków o nazwie "wieczna młodość", w którym dla odmiany dominowały warzywa. Znalazłam w nim szpinak, seler, pietruszkę,  jarmuż,  ogórek oraz jabłko. Ta kompozycja smakowa nie wydawała mi się zbyt zachęcająca, dlatego niezbyt chętnie sięgnęłam po ten sok. Nie mniej jednak okazał się on zaskakująco dobry. Spodziewałam się dominacji smaku warzyw nad owocami.  Tymczasem tu takie zaskoczenie. Sok okazał się świetnie zbalansowany. Smaki wspaniale ze sobą współgrały,  żaden z nich nie dominował, zatem nie był on ani zbyt kwaśny ani zbyt słodki. Nie był on może nader sycący i treściwy, ale przecież nie można przejadać się na noc. Stanowił natomiast smaczne zwieńczenie,  przyjemnie rozpoczętego wieczoru. 


Detoks sokowy sam w sobie jest doświadczeniem bardzo ciekawym i godnym uwagi. Podejmując się tezawdzięczam, nie spodziewałam się spektakularnych efektów odchudzających. Liczyłam raczej na oczyszczenie organizmu z toksyn, zyskanie lepszego samopoczucia, korzystniejszy wygląd zewnętrzny i lekkość. Zapomniałam jednak, że taki detoks nie należy do najprostszych. Przyzwyczajona do stałych pokarmów, miewałam chwile zwątpienia w jego sens. Brakowało mi typowego obiadu a co za tym idzie odruchu żucia, choć ilość płynów zawartych w sokach byla dla mnie momentami nazbyt duża. Na codzień bowiem nie wypijam aż tak wiele. Połączenie ilości soków i dodatkowo jeszcze sugerowanych 2 litrów wody, znacząco przekraczało moje możliwości. Nie mniej jednak uważam,  że sprostałam zadaniu.

Przed rozpoczęciem detoksu nie ważyłm się, toteż nie wiem czy coś się zmieniło. Z pewnością jednak pozbyłam się  nadmiaru wody z mojego organizmu, co zaobserwowałam wkładając ubrania. Jeśli chodzi o samopoczucie to poczułam się rzeczywiście lżejsza, a przez to zyskałam znacznie więcej energii i chęci do działania.

Jestem więc zdania, że jeśli nie ma przeciwwskazań zdrowotnych, to taki detoks sokowy, od czasu do czasu jest naprawdę bardzo dobrym pomysłem. Grunt by we wszystkim zachować zdrowy rozsądek i słuchać swojego organizmu. Ja z pewnością do niego wrócę w przyszłości, bowiem odkryłam mnóstwo innych, ciekawych połączeń smakowych które chciałabym wypróbować.

A Wy znacie detoks sokowy? Próbowałyście go już? Jak się spisał w Waszym przypadku?   

  1. Miałam soki innej marki i była tragedia. Byłam zła, głodna, bolała mnie głowa. Na drugi dzień to nadrobiłam. Nigdy więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja latem przeszłam 3 dniowy detox, te soki są pyszne i sycące

    OdpowiedzUsuń
  3. Przydał by mi się taki detoxik :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jestem zwolenniczką takich detoxów..

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam te soczki :) Są super, smaczne :) Moim faworytem był pomarańczowy! :)

    Pozdrawiam,
    buziaki ;***

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie pozostawione na moim blogu komentarze :)