KOSMETYKI - sobota, 15 czerwca 2019

Peeling do ciała Wellness & Beauty: The Secret of Oriental z drogerii Rossmann

W tym roku, lato pojawiło się niespodziewanie, pomijając poprzedzającą ją wiosnę. Niemal z dnia na dzień zrobiło się na tyle ciepło, że można było  zrzucić z siebie grube ubrania i odsłonić trochę ciała. Dla mnie nie jest to jednak takie proste i oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Po zimie nie wyglądam bowiem, jakbym wróciła z tropikalnych wakacji. Zamiast tego bije po oczach, mój alabastrowy kolor skóry.


O ile mi wiadomo, nie jestem tu odosobnionym przypadkiem. Po zimie przecież wielu ludzi nie jest strzaskanych na heban, a mimo to bez większych oporów,  eksponują swoje ciało, w skąpych ubraniach. Mnie niestety nie przychodzi to tak łatwo. Jak ognia unikam odsłaniania mojego ciała, a szczególnie nóg. Te bowiem nie widziały promieni słonecznych czy też uv, od momentu gdy zaprzestałam opalania.

Pomyślałam sobie zatem, że wraz z wyzszymi temperatury panującymi na zewnątrz, pora byłoby pokazać nogi w krótkich spódnicach, sukienkach czy szortach. Zanim jednak to nastąpi należałoby nadać im nieco złocistej opalenizny. I tu pojawia się pytanie - jak to zrobić?


Z pomocą przychodzą wówczas przeróżne kosmetyki samoopalające. O jednym z nich chętnie wkrótce Wam opowiem. Zanim jednak to nastąpi musicie wiedzieć, jak przygotować skórę do aplikacji kosmetyku samoopalajacego. Niezwykle ważne jest tu uprzednie wykonanie peelingu. Najlepiej by miało ono miejsce na dzień przed zabiegiem. W ten sposób niemal do zera maleje ryzyko powstania nieestetycznych smug i plam.

W tej materii niezwykle pomocny okazał się być dla mnie peeling Wellness & Beauty z drogerii Rossmann, o intrygującej nazwie - THE SECRET OF ORIENTAL. Jest to produkt na bazie soli morskiej i olejów. Znajdziecie w nim olej sezamowy, proteiny kaszmiru i naturalne ziarenka ścierające z soli morskiej,  ktore mają za zadanie delikatnie usuwać obumarłe fragmenty naskórka i pobudza mikrocyrkulację skóry. Nadaje miękkość i uelastycznia.


Peeling ten jest jednym z wielu, jakie można znaleźć na sklepowej półce. Jego opakowanie jednak znacznie się od nich różni. Nie jest to bowiem kolejny, prosty plastikowy pojemnik z wieczkiem, niczym nie wyróżniający się spośród innych. Producent zadbał o to, by pomimo swej prostoty, odbiegał od utartych schematów, przyciągając wzrok. Jestem zatem jak widzicie najlepszym dowodem,  że to działa. Jego opakowanie zaprojektowane na wzór weka, podziałało na mnie niczym magnez. Przezroczysty słoiczek,  plastikowe wieczko i metalowa sprężyna, niewątpliwie ma swój urok, któremu trudno jest się oprzeć. I o ile urzekł swym designem nie tylko mnie, to z czasem napotkałam na kilka krytycznych opinii, mówiących o braku praktyczności i kłopotach w użytkowaniu go pod prysznicem. Mnie jednak to nie dotyczy. Ustawiam bowiem opakowanie z peelingiem na półce, pod prysznicem i z łatwością wydobywam produkt. Nie mam mu zatem w tej materii nic do zrzucenia. Zamiast tego mogę cieszyć się jego pięknym, oryginalnym opakowaniem.


Przez ścianki 300 ml słoiczka, widać peeling o pięknej, cytrynowej barwie, łudząco przypominający miód. Po otwarciu wieczka, uderza mnie orientalny zapach kosmetyku, który przypomina mi  nieco produkt, używany przez panią kosmetyczkę, podczas ostatniego pobytu w SPA. Ilekroć zatem po niego sięgam przenoszę się do mile spędzonych tam chwil.

Kosmetyk pozornie zawiera delikatne drobinki peelingujące. Te jednak, już po bliższym kontakcie ze skórą są naprawdę świetnym zdzierakiem. Powiem Wam nawet, że momentami trudno bylo mi to wytrzymać w najdelikatniejszych partiach mojego ciała i musiałam dozować siłę, z jaką wykonywałam peeling. Jednak warto było. Moja skóra po wykonaniu peelingu stała się wyraźnie miękka, gładka i delikatna. Pokrył ją przyjemny, natłuszczający film, przez co nie jest potrzebna aplikacja żadnego produktu nawilżajacego. Jak sądzę jest to zasługa oleju sezamowego, w którym zatopione są peelingujące drobinki.


Stosowanie tego peelingu jest dla mnie nie małą przyjemnością. Zyskuję piękną skórę, otaczając się przy tym zakosmetyczkę, orientalnym aromatem. Obecnie jest to mój numer jeden w kategorii peelingów. Nie poprzestanę zatem na jednym opakowaniu. Was również zachęcam do jego wypróbowania. Nie kosztuje on wiele. Obecnie możecie go nabyć w Rossmannie za niespełna 14 zł. W tej cenie zyskujecie nie tylko piękne opakowanie, które może posłużyć Wam później do innych celów,  ale także kosmetyk wart Waszej uwagi,  piękną skórę i chwile przyjemności, w otoczeniu orientalnych nut .

A Wy znacie ten peeling? Przypadł Wam do gustu? A może polecacie coś zupełnie innego?


  1. Znam markę, ale nic nie miałam nigdy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy pierwszy raz naklsdalam samoopalacz miałam plamy, ponieważ nie miałem pojęcia jak go nałożyć prawidłowo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś do tej pory nie zwróciłam uwagi na ten peeling. Ale widzę, że warto.

    OdpowiedzUsuń
  4. W takim razie muszę wypróbować ten peeling:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałem daaawno temu i zostawiłem sobie słoik :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam markę, ale tego peelingu jeszcze nie miałam. Fajna cena :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne opakowanie i atrakcyjna cena wpłynęły na moją decyzję ☺

      Usuń
  7. Nie korzystam z produktów samoopalających, ale dobrym peelingiem nigdy nie pogardzę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię peelingi tej marki, takie zdzieraki są idealne przed depilacją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam czy choć raz je stosowałam przed depilacją 😉

      Usuń

Dziękuję za wszystkie pozostawione na moim blogu komentarze :)